Menu
OSTRZEŻENIE
A+ A A-

Woda Piotra Borowego

Artykuł pochodzi z Dzinnika Poslkiego Podhalańskiego z dnia 23 grudnia 2006; autor: Beata Szkaradzińska

Niedaleko od centrum Lipnicy Wielkiej, podążając w kierunku rabczyckiej drogi, natkniemy się na owiane tajemnicą źródełko... Choć badania wody nie wykazały w niej nic nadzwyczajnego, to jednak o jego cudownych właściwościach przekonanych jest wielu miejscowych ludzi. A wśród nich obchodząca niedawno 100. urodziny Emilia Pakos, która wodę ze źródełka pije codziennie. - To niewielkie źródło upodobał sobie sam Piotr Borowy. Mówił, jak wspominają starzy mieszkańcy, że ma ono wyjątkowe właściwości lecznicze. Sam chętnie pił z niego codziennie wodę. Znajdowało się ono zresztą na jego parceli, tuż przy drodze - mówi Robert Kowalczyk, regionalista, poeta, prezes oddziału górali orawskich Związku Podhalan. - Z tego, co opowiadają ludzie, wiem też, że często przy nim przesiadywał i modlił się. Może i dlatego ma ono takie wyjątkowe właściwości? Pan Robert dodaje, że ok. 15 lat temu historią tą mocno zainteresował się ówczesny ks. proboszcz Bolesław Kołacz i wspólnie z ówczesnym wójtem Franciszkiem Adamczykiem uporządkowali teren wokół źródełka, a studnię przykryli dachem. Teraz miejsce to jest często odwiedzane nie tylko przez miejscowych, ale i gości, nierzadko z dalekich stron. - Podanie bowiem głosi, że jest to cudowna woda - podkreśla Robert Kowalczyk. W niezwykłą moc źródełka Piotra Borowego mieszkańcy Lipnicy wierzą już od dawna. - Kiedy byłem mały, pasaliśmy krowy w Graniach nieopodal lasku, zawsze wracaliśmy drogą prowadzącą obok źródełka Piotra. Krowy już z daleka dosłownie pędziły w kierunku źródła, by właśnie tam napić się wody, choć obok miały przecież potok z dobrą górską wodą... - opowiada Karol Fitak. - Dlatego, gdy sami chcieliśmy się z niego napić, to zawsze jeden z chłopaków gnał przed krowami, aby je wyprzedzić i w porę odgonić. Pan Karol wspomina, że już przed II wojną światową źródełko było obłożone specjalną drewnianą obręczą, zwaną na Orawie "kadłubkiem". Po Lipnicy Wielkiej krąży zaś do dziś podanie, że kiedyś jakiś mężczyzna chciał tę obręcz zlikwidować, bo przeszkadzała wozom jadącym drogą. Niestety, choć mocował się z nią z całej siły, nie dał rady, połamał tylko swoje narzędzia... Pewna mieszkanka wioski zapewnia z kolei, że o źródełku opowiadała jej babcia, urodzona w 1919 r.: - Babcia wspominała, że jej sąsiadka, żona młynarza, pani Głuch, miała ropiejącą ranę na nodze, która za nic nie chciała się zagoić. Pewnego dnia odwiedził ją Paweł, jeden z uczniów Piotra Borowego i powiedział: nogę trzeba moczyć w źródełku. Dał jej też maść żywiczną. Taka samą miała i moja babcia. Do dziś pamiętam ten intensywny zapach... Żona młynarza podobno wyzdrowiała. Maść żywiczną robił Piotr Borowy ze swymi uczniami. Wiele osób miało ją w domach. Wyleczyła ona i mojego dziadka z dużego czyraka na dłoni... Karol Fitak, artysta ludowy i zasłużony mieszkaniec Lipnicy Wielkiej, podkreśla, że w moc wody źródlanej mocno wierzyli uczniowie Piotra, a szczególnie właśnie Paweł. - Codziennie rano z dzbanuszkiem chodził po wodę do źródełka i przemywał sobie chore oczy. Mówił, że bardzo mu ona pomaga. Tak mówili zresztą i inni. Moja babka Julianna Fitak, która urodziła się w 1857 r., piła ją przy różnych dolegliwościach. I wierzyła, że jej pomaga. Dlatego ja jako mały chłopiec codziennie chodziłem dla niej po wodę do źródełka. Babka zmarła dopiero w 1945 r., ale nie z choroby, tylko ze starości. Miejsce to jest często odwiedzane nie tylko przez mieszkańców Lipnicy Wielkiej, ale i gości, nierzadko z dalekich stron Niezwykle tajemnicza jest historia uzdrowienia stuletniej dziś Emilii Pakos. Kobieta przed 10 laty leżała na łożu śmierci, w agonii. - Moja teściowa Emilia, mając 90 lat, bardzo ciężko zachorowała. Wydawało się, że to już koniec... - mówi Karol Fitak. Przeświadczona o tym była i jej wnuczka, pielęgniarka z wykształcenia. - Lekarz zapisał teściowej zastrzyki, jeden z nich dała jej w pokoju wnuczka. Zaraz potem zapłakana wybiegła z pokoju, przyleciała do kuchni i łkając powiedziała: - Po co jej dałam ten zastrzyk! Przecież ona umiera! Pani Emilia - jak wspomina rodzina - zastygła dosłownie w bezruchu. Nie przyjmowała żadnego pokarmu aż przez cztery dni. Wszyscy czekali na najgorsze. W pewnej chwili nagle otworzyła oczy. Najmłodszej córce Irenie wyszeptała: "Był tu przy mnie Pieter i się nade mną modlił. Przyniósł mi pół litra wody i kazał mi ją wypić". - Teściowa kazała sobie przynieść wody ze źródła. Poszła po nią córka Joanna. Teściowa była jednak tak słaba, że córki ledwo ją nakarmiły łyżeczką. Sama nie była w stanie nawet już pić - opowiada pan Fitak. Wkrótce po tym wydarzeniu powróciły pani Emilii siły. Niedawno obchodziła setne urodziny! Nadal jest osobą pełną wigoru. Jak wspominają córki, jeszcze 5 lat temu, gdy przyjeżdżała do niej rodzina ze Stanów Zjednoczonych, to ona osobiście gotowała dla wszystkich wystawne obiady, nie dając się nikomu zbliżyć do kuchni. - Wodę Pietra Borowego codziennie piję do dziś - wyznaje pani Emilia.

PIOTR BOROWY (1858-1932) - apostoł ludowy, działacz polityczny na Orawie. Był samoukiem; szczególnie interesował się tematyką religijną i patriotyczną; był również doskonałym mówcą. Założył świecki klasztor chłopski. Ślubowano w nim czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Wraz z współbraćmi szerzył na Orawie wiarę katolicką, kulturę polską i patriotyzm, piętnował zaś pijaństwo i upadek moralności. Był wielkim autorytetem i ambasadorem sprawy polskiej na Orawie podczas konferencji pokojowej w Paryżu w 1921 r. Był też delegatem Orawy i Spiszu do prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona.

Tekst: BEATA SZKARADZIńSKA
Powrót na górę

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem